***
„Najważniejsze jest,
by istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen
wspomnień. Najważniejsze jest to, by żyć dla powrotu” ~ Antoine de
Saint-Exupery
*oczami Alice Cullen*
Pierwsze promienie słońca obudziły mnie ze snu. Lekko
zirytowana wstałam z łóżka i weszłam do przestronnej łazienki, w której wzięłam
długą i rozbudzającą kąpiel. Następnie ubrałam się i umalowałam. Gotowa zeszłam
na dół, w którym była już cała moja rodzina i Katherine. Usiadłam obok mojego chłopaka, Jaspera, który
zadowolony pocałował mnie na powitanie. Odwzajemniłam pocałunek.
-To dzisiaj ma przyjechać córka Ara? – zapytał Emment.
-Tak. Dlatego dzisiaj nie pójdziecie do szkoły –
poinformował nas nasz ojciec, Carlisle.
Pamiętam pierwszą wizję o Maggie, córce Ara. Na początku nie
wiedziałam, kim ona jest, ale czułam, że się polubimy. Po kilku kolejnych
wizjach wiedziałam, że może sprawić kłopot. Ale zlekceważyłam to. Przecież
nigdy każda moja wizja się nie spełniła. Zrelaksowana zaproponowałam Rosalie i
Kath zakupy, na które obie się zgodziły. Miałyśmy już wychodzić, ale przed
moimi oczami pojawiła się ciemnowłosa wampirzyca. Po chwili rozpoznałam, że to
Maggie. Wampirzyca jechała samochodem do naszego domu. Gdy wizja skończyła się
oznajmiłam dziewczynom, że za niedługo przybędzie tu Maggie. Wspólnie
uznałyśmy, że przełożymy zakupy. Wróciłyśmy do salonu i razem z resztą rodziny
oczekiwaliśmy przyjazdu nowej wampirzycy. Po 10 minutach zadzwonił dzwonek do
drzwi. Otworzywszy drzwi zobaczyłam dziewczynę o dużych niebieskich oczach,
jeansach, koszulce i trampkach. Zdziwił mnie kolor oczu nowoprzybyłej. W moich
wizjach jej oczy były czerwone, nie błękitne.
-Witaj, Ty zapewne jesteś Maggie? – Uprzejmie zapytał
Carlisle.
-Tak, to ja. – Odrzekła ze spokojem Maggie.
-Wejdź- Mój ojciec zaprosiwszy wampirzyce do domu skierował
się do salonu.
*oczami Maggie Blackwell*
Weszłam do domu Cullenów i skierowałam się do salonu. Ujrzawszy Katherine Wampirzym tempem podbiegłam do niej i przytuliłam dawno niewidzianą przyjaciółkę.
Weszłam do domu Cullenów i skierowałam się do salonu. Ujrzawszy Katherine Wampirzym tempem podbiegłam do niej i przytuliłam dawno niewidzianą przyjaciółkę.
-Cieszę się, że przyjechałaś. Tęskniłam.- Wyszeptała Kath.
-Ja również tęskniłam –odszepnęłam. Mocniej wtuliłam się w
wampirzycę.
Po dłuższej chwili oderwałam się od przyjaciółki i
przyjrzałam się Cullenom. Na śnieżnobiałej kanapie siedziała blond włosa
wampirzyca o lekko znudzonym spojrzeniu. Obok niej siedziała dziewczyna, która
wyglądem przypominała chochlika. Za rękę trzymał ją wampir, którego ciało
pokryte było niezliczoną ilością blizn. Na końcu kanapy siedział złotowłosy
wampir i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Na przeciwko nich, na drugiej
kanapie, siedział muskularny mężczyzna o rozbawionym spojrzeniu, wampir, który
wcześniej przywitał mnie i kobieta z dobrocią wypisaną na twarzy. W otoczenie
wślizgnęła się krepująca cisza, którą przerwał głos wampirzycy-chochlika.
-Jestem Alice- przedstawiała się.
-Maggie –Odrzekłam głośno wymawiając swe imię.
-Na kanapie obok mnie siedzą Rosalie, Jasper i Edward. Drugą
kanapę zajmują Emment, Carlisle i Esme. – Zaczęła wymieniać Alice.
-Miło mi Was poznać – powiedziałam, uśmiechając się.
-Nam również – odparł Carlisle. –Maggie w naszym domu panuje
jedna reguła i proszę abyś Ty również zaczęła jej przestrzegać. – Zaczął
wampir.
-Rozumiem. O co chodzi?
-Odżywiamy się krwią zwierzęcą i zrozumiemy, jeśli Ty wolisz
pić ludzką. Ale chciałbym żebyś polowała daleko od Forks. Lubimy to miejsce i
chcemy tu trochę zostać, dobrze?
-Dostosuję się – odparłam zgodnie z prawdą.
-Cieszę się.
-Chcesz zobaczyć swój pokój? – Zapytała Esme.
-Tak, z chęcią.
Alice i Esme zaprowadziły mnie do ogromnego pokoju z wielkim
łóżkiem i widokiem na las.
-Podoba Ci się ? – Zapytał chochlik.
-Tak.
-Zostawimy Cię teraz samą abyś odpoczęła.
Wampirzyce opuściły pokój, dając mi chwilę wytchnienia.
Zmęczona położyłam się na łóżku. Cullenowie nie wydają się być złą rodziną. Są
mili i przyjaźni. Czuję, że dobrze postąpiłam zgadzając się na przyjazd tutaj.
Postanowiłam zostać w pokoju rozpakować się i odpocząć. Następnego dnia, tuż po wschodzie słońca
ubrana w miętową sukienkę i baleriny zeszłam do salonu, w którym zostałam
Edwarda grającego na pianinie.
-Witaj Maggie – powiedział wampir, przerywając grę.
- Witaj. –Odpowiedziałam spoglądając na okno. –Podoba mi się
jak grasz.
Edward w odpowiedzi uśmiechnął się i wrócił do gry. Jego
palce zwinnie sunęły po klawiszach pianina. Mogłabym słuchać muzyki granej
przed Niego godzinami i nigdy nie miałabym dosyć. Po chwili Edward skończywszy grę, podszedł do
mnie. Wyszeptał:
-Chcesz wyjść na spacer?
-Tak.
Wraz z Edwardem wyszliśmy na obiecany spacer. Długo
rozmawialiśmy i okazało się, że Edward to moja bratnia dusza. Wiele nas łączy i
nic nie dzieli.
-Maggie czy piłaś kiedykolwiek krew zwierząt? – Zapytał
Edward.
-Nie od przemiany pożywiam się ludzką krwią – Wyjaśniłam.
-Może to zabrzmi dziwnie, ale chciałbym abyś skosztowała
tego specyfiku.
-Dobrze, Edwardzie.
-Proponuję krew pumy, która smakiem najbardziej przypomina
krew ludzką. – Powiedziawszy to Edward, wampirzym tempem pobiegł w nieznanym mi
kierunku. Kierując się instynktem, pobiegłam za wampirem. Nie wiedziałam czy to
Dobry pomysł abym próbowała zwierzęcej krwi, ale bardzo zapragnęłam jej
posmakować. Nagle Edward zatrzymał się. Niedaleko nas wolnym truchtem biegła
puma, szukając ofiary. Ironią, nie wiedziała, że sama zaraz stanie się
pożywieniem. W mgnieniu oka znalazłam się obok bezbronnego zwierzęcia. Niczego
niespodziewająca się puma nagle znieruchomiała. Wiedziała, co się zaraz stanie
i nie mogła nic z tym zrobić. Szybkim
ruchem wgryzłam się w pulsującą szyję zwierzęcia. W moich ustach pojawił się smak świeżej krwi.
Rozkoszowałam się tym smakiem. Łapczywie
pozbawiałam krwi moje pożywienie. Puma
zawzięcie próbowała się uwolnić, ale nie udało jej się to. Szarpając się
traciła swoje życiowe siły i po krótkim czasie poddała się. Wiedziała, że nic jej nie pomoże i czeka ją
śmierć. Poczuwszy nieruchome ciało pumy odsunęłam się od niej. Nie żyła. Edward
patrzył na to zdarzenie z zaciekawieniem, ale teraz podszedł do mnie i
pocałował. Ochoczo odwzajemniałam pocałunek. Czułam się wspaniale w ramionach
Edwarda. Moje szczęście przerwała
ciemność, która nadchodziła z każdej strony. Przerażona próbowałam się uwolnić i
ruszyć, ale z żadnym skutkiem. Poddałam się ciemności.
To jest po prostu cudowne. Kocham czytać opowiadania. Są nieraz ciekawsze niż książki :D Czekam na twój kolejny wpis. Masz bardzo bogate słownictwo i nie zanudzasz.
OdpowiedzUsuńHej, prowadzisz naprawdę wspaniałego bloga. Uwielbiam czytac te wszystkie opowiadania. Z chęcią będe obserwowała twojego bloga, warto. :)) Pozdrawiam :) / G
OdpowiedzUsuńTeż jestem fanką sagi Zmierzch i bardzo mnie cieszy, że piszesz właśnie o Cullenach ;) Opowiadanie ciekawe i bardzo poprawnie napisane :) Czekam na kolejne części, mam nadzieję że ukarzą się niedługo ! 0dulce0
OdpowiedzUsuńSuper bloog, uwielbiam Zmierzch. Naprawdę ciekawie piszesz, zajrzę tu, kiedy tylko ukaże się 3 rozdział : * / Kamisiaaax33
OdpowiedzUsuńjeeju *.* świetne opowiadanie, tym bardziej ze tematyka Zmierzchu < 333
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział. webdel
Zakochałam się *.* Super opowiadanie, bardzo mnie wciągnął.! Gratulacje też dla Ciebie za kreatywność <3 :) Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały! :)) PrincessQLove
OdpowiedzUsuńCudowne opowiadanie.Widzę że wzorujesz się na zmierzchu a ja strasznie lubię zmierzch :*
OdpowiedzUsuń