Spojrzałem w jego oczy i już
wiedziałem, co zmieniło się w Deanie Winchesterze. Jego duszę, podobnie jak
oczy opanował mrok, którego nawet Ja nie potrafię wypędzić. Każda jego cząstka
była zła. Gdy pojawiłem się w jego pokoju, w bunkrze, było zimno. Dean, jako
demon wyczuł moją obecność i spojrzał na mnie swoimi czarnymi jak noc oczami.
Moje niebieskie, jego czarne. Światłość i ciemność. Spojrzawszy ostatni raz na mojego przyjaciela
odszedłem. Castiel
Czułem się inaczej. Jakby cząstka
mnie odeszła w niepamięć, zajęta przez coś innego. Coś złego, co próbowało
przejąć władzę nad moim życiem. Nawet świat, który widzę wygląda inaczej niż
kiedyś. W tle słyszałam Crowleya,
opowiadającego mi jakąś kolejną bajkę o Kainie i znamieniu. Na początku jego
słowa były dla mnie niezrozumiałe, lecz potem zrozumiałem wszystko. Son of a
bitch. Gdy zostałem zabity przez Metatrona znamię uratowało mnie, zabierając mi
człowieczeństwo i przemieniając w demona. Gdy Crowley skończył swoją opowiastkę
poczułem, że idzie w moim kierunku, mówiąc jakieś bzdury o wspólnym byciu
demonami. Uznałem, że pora wrócić do świata żywych i mojego brata, dlatego
otworzyłem oczy. Spojrzałem na Crowleya i mój instynkt łowcy wzmocniony mocą
znamienia powiedział mi, co mam zrobić. W tym momencie liczyło się tylko jedno
– zabić Crowleya. Wszystko, co mnie spotkało to jego wina, gdyby nie on nie
byłbym teraz demonem. Wystarczył jeden precyzyjny ruch by posłać Króla Piekieł
do Tartaru. Zacisnąłem mocniej dłoń na Pierwszym Ostrzu i zamachnąłem się. W
tym momencie Crowley znikł. Zaskoczony postanowiłem go poszukać. Nie miałem nic
do stracenia. Dean
No, no, ale się porobiło. Dean
Winchester demonem. Kto by pomyślał, że tak wspaniałego łowcę spotka taki los?
Na pewno nie Ja, choć jako Król Piekieł powinienem to przewidzieć. No cóż…
będzie ciekawie. Chcąc spotkać się z Deanem i wyjaśnić mu nową sytuację
pojawiłem się w jego pokoju. Leżał tam, nieoddychając, zapewne gotowy, by
odejść na zawsze. Ale nie taki miałem plan. Wyciągnąłem pierwsze ostrze i
włożyłem mu je do ręki. Jeśli coś miało go uratować w tym momencie to tylko
one. Włożywszy mu je usiadłem w niezbyt wygodnym fotelu czekając na dalsze
wydarzenia. W między czasie postanowiłem wyjaśnić mu, czemu nadal żyję. Zacząłem
historię od Kaina kończąc na wspólnym wyciu do Księżyca. A wtedy stał się cud i
Dean Winchester otworzył swoje czarne jak noc oczy i zaczął nowy etap swojego
życia. Crowley
Płacz w niczym mi nie pomoże.
Whiskey też. Mój brat umarł, a Ja szukałem sposobów by Go odzyskać. Byłem gotów
na wszystko. Podszedłem do wcześniej przygotowanego naczynia i wezwałem jedną
osobę, która może pomóc mi w uratowaniu brata. Osobę, od której wszystko się
zaczęło i na której wszystko się skończy. Crowleya, Króla Piekieł. Po
wymówieniu zaklęcia zostało mi tylko czekanie na przybycie demona. Po kilku
dłużących się minutach przybył z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
-Coś się stało, Łosiu? – Zapytał.
- Chcę z Tobą zawrzeć umowę. – Powiedziałem.
-Hmm… to niemożliwe – Powiedział,
po chwili zastanowienia.
- Czemu? Dean nie żyję i muszę go
odzyskać.
- Łosiu, chyba coś C się
pomyliło. Twój starszy brat ma się
dobrze i chyba nigdy nie czuł się lepiej – poinformował mnie Król Piekieł, po
czym znikł.
Jak to? To niemożliwe. Przecież
widziałem jak Metatron zabił Deana. Oszołomiony wbiegłem do pokoju mojego
brata, lecz zobaczyłem tylko pustkę. Mojego brata tu nie było. Sam