Na blogu znajdziesz....

wtorek, 20 sierpnia 2013

002. Roździał 2 - Rodzina Cullenów

Dziękuję wszystkim za komentarze. Jesteście wielcy i bardzo mnie motywujecie do pisania ;3


***
 „Najważniejsze jest, by istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest to, by żyć dla powrotu” ~ Antoine de Saint-Exupery

*oczami Alice Cullen*
Pierwsze promienie słońca obudziły mnie ze snu. Lekko zirytowana wstałam z łóżka i weszłam do przestronnej łazienki, w której wzięłam długą i rozbudzającą kąpiel. Następnie ubrałam się i umalowałam. Gotowa zeszłam na dół, w którym była już cała moja rodzina i Katherine.  Usiadłam obok mojego chłopaka, Jaspera, który zadowolony pocałował mnie na powitanie. Odwzajemniłam pocałunek. 
-To dzisiaj ma przyjechać córka Ara? – zapytał Emment.
-Tak. Dlatego dzisiaj nie pójdziecie do szkoły – poinformował nas nasz ojciec, Carlisle.
Pamiętam pierwszą wizję o Maggie, córce Ara. Na początku nie wiedziałam, kim ona jest, ale czułam, że się polubimy. Po kilku kolejnych wizjach wiedziałam, że może sprawić kłopot. Ale zlekceważyłam to. Przecież nigdy każda moja wizja się nie spełniła. Zrelaksowana zaproponowałam Rosalie i Kath zakupy, na które obie się zgodziły. Miałyśmy już wychodzić, ale przed moimi oczami pojawiła się ciemnowłosa wampirzyca. Po chwili rozpoznałam, że to Maggie. Wampirzyca jechała samochodem do naszego domu. Gdy wizja skończyła się oznajmiłam dziewczynom, że za niedługo przybędzie tu Maggie. Wspólnie uznałyśmy, że przełożymy zakupy. Wróciłyśmy do salonu i razem z resztą rodziny oczekiwaliśmy przyjazdu nowej wampirzycy. Po 10 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzywszy drzwi zobaczyłam dziewczynę o dużych niebieskich oczach, jeansach, koszulce i trampkach. Zdziwił mnie kolor oczu nowoprzybyłej. W moich wizjach jej oczy były czerwone, nie błękitne.
-Witaj, Ty zapewne jesteś Maggie? – Uprzejmie zapytał Carlisle.
-Tak, to ja. – Odrzekła ze spokojem Maggie.
-Wejdź- Mój ojciec zaprosiwszy wampirzyce do domu skierował się do salonu.


*oczami Maggie Blackwell*
Weszłam do domu Cullenów i skierowałam się do salonu. Ujrzawszy Katherine Wampirzym tempem podbiegłam do niej i przytuliłam dawno niewidzianą przyjaciółkę.
-Cieszę się, że przyjechałaś. Tęskniłam.- Wyszeptała Kath.
-Ja również tęskniłam –odszepnęłam. Mocniej wtuliłam się w wampirzycę.
Po dłuższej chwili oderwałam się od przyjaciółki i przyjrzałam się Cullenom. Na śnieżnobiałej kanapie siedziała blond włosa wampirzyca o lekko znudzonym spojrzeniu. Obok niej siedziała dziewczyna, która wyglądem przypominała chochlika. Za rękę trzymał ją wampir, którego ciało pokryte było niezliczoną ilością blizn. Na końcu kanapy siedział złotowłosy wampir i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Na przeciwko nich, na drugiej kanapie, siedział muskularny mężczyzna o rozbawionym spojrzeniu, wampir, który wcześniej przywitał mnie i kobieta z dobrocią wypisaną na twarzy. W otoczenie wślizgnęła się krepująca cisza, którą przerwał głos wampirzycy-chochlika.
-Jestem Alice- przedstawiała się.
-Maggie –Odrzekłam głośno wymawiając swe imię.
-Na kanapie obok mnie siedzą Rosalie, Jasper i Edward. Drugą kanapę zajmują Emment, Carlisle i Esme. – Zaczęła wymieniać Alice.
-Miło mi Was poznać – powiedziałam, uśmiechając się.
-Nam również – odparł Carlisle. –Maggie w naszym domu panuje jedna reguła i proszę abyś Ty również zaczęła jej przestrzegać. – Zaczął wampir.
-Rozumiem. O co chodzi?
-Odżywiamy się krwią zwierzęcą i zrozumiemy, jeśli Ty wolisz pić ludzką. Ale chciałbym żebyś polowała daleko od Forks. Lubimy to miejsce i chcemy tu trochę zostać, dobrze?
-Dostosuję się – odparłam zgodnie z prawdą.
-Cieszę się.
-Chcesz zobaczyć swój pokój? – Zapytała Esme.
-Tak, z chęcią.
Alice i Esme zaprowadziły mnie do ogromnego pokoju z wielkim łóżkiem i widokiem na las.
-Podoba Ci się ? – Zapytał chochlik.
-Tak.
-Zostawimy Cię teraz samą abyś odpoczęła.
Wampirzyce opuściły pokój, dając mi chwilę wytchnienia. Zmęczona położyłam się na łóżku. Cullenowie nie wydają się być złą rodziną. Są mili i przyjaźni. Czuję, że dobrze postąpiłam zgadzając się na przyjazd tutaj. Postanowiłam zostać w pokoju rozpakować się i odpocząć.  Następnego dnia, tuż po wschodzie słońca ubrana w miętową sukienkę i baleriny zeszłam do salonu, w którym zostałam Edwarda grającego na pianinie.
-Witaj Maggie – powiedział wampir, przerywając grę.
- Witaj. –Odpowiedziałam spoglądając na okno. –Podoba mi się jak grasz.
Edward w odpowiedzi uśmiechnął się i wrócił do gry. Jego palce zwinnie sunęły po klawiszach pianina. Mogłabym słuchać muzyki granej przed Niego godzinami i nigdy nie miałabym dosyć.  Po chwili Edward skończywszy grę, podszedł do mnie. Wyszeptał:
-Chcesz wyjść na spacer?
-Tak.
Wraz z Edwardem wyszliśmy na obiecany spacer. Długo rozmawialiśmy i okazało się, że Edward to moja bratnia dusza. Wiele nas łączy i nic nie dzieli.
-Maggie czy piłaś kiedykolwiek krew zwierząt? – Zapytał Edward.
-Nie od przemiany pożywiam się ludzką krwią – Wyjaśniłam.
-Może to zabrzmi dziwnie, ale chciałbym abyś skosztowała tego specyfiku.
-Dobrze, Edwardzie.
-Proponuję krew pumy, która smakiem najbardziej przypomina krew ludzką. – Powiedziawszy to Edward, wampirzym tempem pobiegł w nieznanym mi kierunku. Kierując się instynktem, pobiegłam za wampirem. Nie wiedziałam czy to Dobry pomysł abym próbowała zwierzęcej krwi, ale bardzo zapragnęłam jej posmakować. Nagle Edward zatrzymał się. Niedaleko nas wolnym truchtem biegła puma, szukając ofiary. Ironią, nie wiedziała, że sama zaraz stanie się pożywieniem. W mgnieniu oka znalazłam się obok bezbronnego zwierzęcia. Niczego niespodziewająca się puma nagle znieruchomiała. Wiedziała, co się zaraz stanie i nie mogła nic z tym zrobić.  Szybkim ruchem wgryzłam się w pulsującą szyję zwierzęcia.  W moich ustach pojawił się smak świeżej krwi. Rozkoszowałam się tym smakiem.  Łapczywie pozbawiałam krwi moje pożywienie.  Puma zawzięcie próbowała się uwolnić, ale nie udało jej się to. Szarpając się traciła swoje życiowe siły i po krótkim czasie poddała się.  Wiedziała, że nic jej nie pomoże i czeka ją śmierć. Poczuwszy nieruchome ciało pumy odsunęłam się od niej. Nie żyła. Edward patrzył na to zdarzenie z zaciekawieniem, ale teraz podszedł do mnie i pocałował. Ochoczo odwzajemniałam pocałunek. Czułam się wspaniale w ramionach Edwarda.  Moje szczęście przerwała ciemność, która nadchodziła z każdej strony. Przerażona próbowałam się uwolnić i ruszyć, ale z żadnym skutkiem. Poddałam się ciemności.









7 komentarzy:

  1. To jest po prostu cudowne. Kocham czytać opowiadania. Są nieraz ciekawsze niż książki :D Czekam na twój kolejny wpis. Masz bardzo bogate słownictwo i nie zanudzasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, prowadzisz naprawdę wspaniałego bloga. Uwielbiam czytac te wszystkie opowiadania. Z chęcią będe obserwowała twojego bloga, warto. :)) Pozdrawiam :) / G

    OdpowiedzUsuń
  3. Też jestem fanką sagi Zmierzch i bardzo mnie cieszy, że piszesz właśnie o Cullenach ;) Opowiadanie ciekawe i bardzo poprawnie napisane :) Czekam na kolejne części, mam nadzieję że ukarzą się niedługo ! 0dulce0

    OdpowiedzUsuń
  4. Super bloog, uwielbiam Zmierzch. Naprawdę ciekawie piszesz, zajrzę tu, kiedy tylko ukaże się 3 rozdział : * / Kamisiaaax33

    OdpowiedzUsuń
  5. jeeju *.* świetne opowiadanie, tym bardziej ze tematyka Zmierzchu < 333
    Czekam na następny rozdział. webdel

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakochałam się *.* Super opowiadanie, bardzo mnie wciągnął.! Gratulacje też dla Ciebie za kreatywność <3 :) Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały! :)) PrincessQLove

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne opowiadanie.Widzę że wzorujesz się na zmierzchu a ja strasznie lubię zmierzch :*

    OdpowiedzUsuń