Na blogu znajdziesz....

wtorek, 27 sierpnia 2013

003. Roździał III - Liceum

Ze specjalną dedykacją dla mojej siostrzyczki, Kasi^^, Klub Szalonych Pand rządzi!

***

Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu. Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne, tracimy radość i sens tego, co przed nami.   ~Paulo Coelho

Powoli otworzyłam oczy, próbując przypomnieć sobie gdzie jestem. Ostatnie, co pamiętam to pocałunek z Edwardem. Zdałam sobie sprawę, że źle postąpiłam. Miałam Aleca i to powinno mi wystarczyć. To, że Edward całował świetnie i pozwalał zapomnieć mi o całym świecie, a w jego ramionach czułam się tak bezpiecznie… „Och, Maggie, przestań – skarciłam siebie w myślach”. Ostrożnie wstałam z łóżka i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zdając sobie sprawę, że przebywam we własnym pokoju, uspokoiłam się.  Drzwi otworzyły się i zobaczyłam znajomą twarz, która widząc, że jestem przytomna podbiegła do mnie.
-Och Maggie, tak się martwiłam. Gdy Edward przyniósł Cię tu wczoraj, byłam przerażona. Nie wiedziałam, o co chodzi. Cieszę się, że nic Ci nie jest. – Paplanina mojej najlepszej przyjaciółki nie miała końca. Skupiłam się na twarzy Katherine i przede mną pojawił się obraz Kath i mnie na plaży. Obie popijałyśmy krew z kryształowych kieliszków. Do Kath podszedł jakiś mężczyzna, szepnął kilka słów do ucha mojej przyjaciółki i odszedł. Kath zarumieniła się. Wizja znikła.
-Kath przed chwilą stało się coś dziwnego.
-Co się stało? Nic Ci nie jest? Zawołać Carlisle’a?
-Nie. Po prostu przed chwilą widziałam nas na jakiejś plaży. Popijałyśmy krew.
-Och- Moja przyjaciółka nie skrywała zdziwienia- Wiesz, M, zawsze marzyłam o tym, żebyśmy znalazły się na takiej plaży- Wytłumaczyła się.
Nie wiedziałam, dlaczego widziałam pragnienie Kath, dlatego postanowiłam zadzwonić do mojego wszechwiedzącego ojca, Ara. Odebrał po 2 sygnałach.
-Tak, słucham? – Powiedział zaciekawiony. – Coś się stało, Maggie? – Dodał.
-Przed chwilą stało się coś dziwnego… - Zaczęłam. – Przyszła do mnie Katherine, rozmawiałyśmy, a nagle w mojej głowie pojawił się obraz pragnienia Kath. – Opowiedziałam. – Wiesz, co to może oznaczać?
-Myślę, że właśnie odkryłaś swój nowy dar – Powiedział po chwili Aro. – Informuj mnie o wszystkim, dobrze?
-Tak – Odpowiedziawszy, mój ojciec rozłączył się.
-Aro może mieć rację – Powiedziała Katherine. Dzięki nadzwyczajnemu słuchowi słyszała całą naszą rozmowę.
- Wiem.  
-Odwiedź Edwarda. Bardzo się o Ciebie martwi – Oznajmiła mi przyjaciółka z chytrym uśmieszkiem na twarzy.  Wyszła z pokoju i zostałam sama z moimi myślami.
Dlaczego mam nowy dar? To przez pocałunek z Edwardem? A może przez to, że piłam zwierzęcą krew?  Każdy na pewno będzie pytał jak to się stało, że zyskałam nową zdolność. I co wtedy im powiem? Żadna możliwość nie jest dobra. Aro wścieknie się, jeśli dowie się o picu krwi zwierząt, którą uważa za splamioną, a z drugiej strony nie wiem, co zrobi Alec, jeśli dowie się o pocałunku z Edwardem.  Zagubiona postanowiłam pójść do Edwarda. Zapukałam do Jego drzwi i po chwili otworzył mi drzwi, ubrany tylko w ręcznik. Czemu On mi to robi?!
-Wejdź – Powiedział.
Skorzystałam z propozycji wampira i usiadłam obok niego na kanapie. Pierwszy raz byłam w jego pokoju i moją uwagę przykuła ogromna kolekcja płyt.
-Cieszę się, że nie Ci nie jest – Rzekł, przytulając mnie. Wiedziałam, że powinnam ograniczyć kontakt z Edwardem do minimum, ale nie potrafiłam. Pocałowałam go, a on odwzajemnił pocałunek.  Położył się na mnie na kanapie i zaczął całować moją szyję. Poddałam się chwili. Edward zaczął zdejmować mi koszulkę.  Znieruchomiałam. Powinnam stąd pójść, zanim zrobię coś, czego będę żałować. Wampirzym tempem ubrałam koszulkę i uciekłam z pokoju przystojnego chłopaka.  Poszłam do salonu, w którym byli pogrążeni w rozmowie Katherine i Carlisle.
- Maggie, stało Ci się coś? – Zapytała moja najlepsza przyjaciółka.
-Nie, wszystko jest w porządku. – Powiedziałam, próbując przekonać samą siebie.
- Maggie, od jutra idziesz do liceum, cieszysz się?
-Oczywiście.
Och, liceum. Całkowicie o tym zapomniałam.  Mój ojciec wymyślił sobie abym poszła do szkoły, razem z Cullenami i Katherine.  Od początku sceptycznie podchodziłam do tego pomysłu i jakoś nie mam ochoty przebywać z ludźmi i marnować czas na szkołę. Ale… skoro Aro tak zdecydował, to muszę wykonać jego polecenie.  Jeszcze chwilę posiedziałam w salonie rozmawiając z Carlisem i Katherine, a następnie postanowiłam pożywić się. Jako młoda wampirzyca potrzebowałam bardzo dużo krwi, aby przeżyć. Tym razem, dla odmiany pojechałam samochodem Katherine. Postanowiłam zwiedzić okoliczne miasto, Los Angeles. Dzięki GPS-owi szybko trafiłam do najbliższego szpitala. Na parkingu zaparkowałam auto i bocznym wejściem weszłam by zdobyć upragniony smakołyk. Rozejrzałam się po szpitalu. Większość pacjentów spała, a pielęgniarki znudzone oglądały jakiś film w telewizji. Lepsza okazja nie mogłaby mi się trafić.  Szybkim tempem weszłam do spiżarni z krwią. Wzięłam kilka woreczków, które spakowałam do torby i wampirzym tempem opuściłam szpital.  Zadowolona z łowów pojechałam do pobliskiego lasu, w którym pozbyłam się części krwi. Była dobra, ale czegoś mi w niej brakowało.  Upojona wróciłam do Forks, do domu Cullenów. Okazało się, że wszyscy domownicy już wstali i szykują się do wyjścia do szkoły. Wampirzym tempem, wykąpałam się i ubrałam w czerwone jeansy, T-shirt i trampki za kostkę. Wzięłam torbę i gotowa zeszłam na dół.  Pojechaliśmy do szkoły dwoma jeepami. Ja trafiłam do wozu razem z Alice, Katherine i Rosalie. Cieszyłam się, że nie jadę w aucie razem z Edwardem. Postanowiłam Go unikać, aby nie powtórzyła się sytuacja ze wczoraj. Gdy dojechaliśmy do szkoły, poszłam do sekretariatu w celu uzyskania planu zajęć.  W pomieszczeniu stała młoda dziewczyna o czekoladowych oczach, która najwyraźniej również dzisiaj jest pierwszy raz w tej szkole. Gdy załatwiła wszystko, wyszła. Potem nastąpiła moja kolej. By wszystko przyspieszyć, użyłam hipnozy. Zadowolona wyszłam na szkolny korytarz. Akurat przed moim wyjściem zadzwonił dzwonek i uczniowie powoli kierowali się w kierunku swoich klas.
-Pomóc Ci? – Usłyszałam dobrze mi znany głos.
- Ehh, okej. –Odpowiedziałam przystojnemu wampirowi.
Edward, mimo moich protestów, wziął mnie za rękę i zaprowadził pod salę biologiczną, w której miałam lekcje.  Wchodząc do Sali zauważyłam, że wcześniej spotkana dziewczyna w sekretarce też tu jest. Podeszłam do nauczyciela, który wskazał mi jedyne wolne miejsce, obok tej dziewczyny.  Wolnym krokiem podeszłam do wskazanej mi przez nauczyciela, ławki.
-Nazywam się Maggie – Przywitałam się.
-Bella. – Odpowiedziała, przyglądając mi się.
W mojej głowie pojawił się nieznany mi obraz. Wszystko było zamazane i chaotyczne. Przed oczami pojawiało się i znikało wiele obrazów Belli, od dzieciństwa aż do teraz. Po chwili wizja znikła. A ja poczułam wibracje komórki. Wyjęłam ją i przeczytałam wiadomość – „Musimy pogadać - Alice”. Dlaczego Alice chce ze mną pogadać? O co jej chodzi? Czy chodzi o przyszłość, którą widzi wampirzyca? Zaniepokojona nie zauważyłam końca lekcji, póki Bella nie odezwała się do mnie, rozpraszając mnie. 
-Nic Ci nie jest? Jesteś strasznie blada…
-Wszystko w porządku – Uśmiechnęłam się, zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy.  Przed klasą czekała Alice. Zauważyła mnie i poszła w nieznanym mi kierunku. Okazało się, że idziemy do toalety.
-Co się stało, Alice? – Zapytałam, zamykając drzwi w toalecie.
-Jak wiesz, widzę przyszłość, i zobaczyłam coś niepokojącego.  Nie wiem czy to się zdarzy, ale wiem, że musisz podjąć decyzje, co do Edwarda.
-Edwarda?
-Maggie, wiem, że Ty i Edward macie się ku sobie, ale jeśli szybko nie podejmiesz decyzji wszystko może się zmienić. – Powiedziała poważnym tonem wampirzyca. – Więcej na razie Ci nie powiem, ale proszę, zdecyduj się. – Dodała, wychodząc.
Skąd Alice wie o mnie i Edwardzie? Czy Alice nas widziała, wczoraj, w jego pokoju? Czego dotyczy wizja wampirzycy? Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi. Lekko zestresowana poszłam do szkolnej stołówki. W stołówce panował radosny gwar licealistów. Stanęłam w kolejce, i kiedy nadeszła moja kolej wzięłam sałatkę z kurczakiem i sok pomarańczowy. Rozejrzałam się po sali, szukając wzrokiem Alice i reszty. W końcu ich znalazłam. Siedzieli w najdalej posuniętym stoliku, niedaleko okna. Podeszłam do nich i usiadłam naprzeciwko Edwarda, obok Alice i Emmenta.
-Smacznego, Mag – Powiedział z ironicznym uśmieszkiem Emment.
Otworzyłam sok i wypiłam kilka łyków.  Nie był równie dobry jak krew, ale wolałam utrzymywać pozory normalności. Spojrzałam na Edwarda, który zamyślony patrzył w okno. Czy Alice też z Nim rozmawiała? A może dowiedział się o wszystkim, czytając jej myśli? Edward chyba zauważył, że przyglądam mu się i on również na mnie spojrzał.
-Musimy porozmawiać – Powiedział.

wtorek, 20 sierpnia 2013

002. Roździał 2 - Rodzina Cullenów

Dziękuję wszystkim za komentarze. Jesteście wielcy i bardzo mnie motywujecie do pisania ;3


***
 „Najważniejsze jest, by istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest to, by żyć dla powrotu” ~ Antoine de Saint-Exupery

*oczami Alice Cullen*
Pierwsze promienie słońca obudziły mnie ze snu. Lekko zirytowana wstałam z łóżka i weszłam do przestronnej łazienki, w której wzięłam długą i rozbudzającą kąpiel. Następnie ubrałam się i umalowałam. Gotowa zeszłam na dół, w którym była już cała moja rodzina i Katherine.  Usiadłam obok mojego chłopaka, Jaspera, który zadowolony pocałował mnie na powitanie. Odwzajemniłam pocałunek. 
-To dzisiaj ma przyjechać córka Ara? – zapytał Emment.
-Tak. Dlatego dzisiaj nie pójdziecie do szkoły – poinformował nas nasz ojciec, Carlisle.
Pamiętam pierwszą wizję o Maggie, córce Ara. Na początku nie wiedziałam, kim ona jest, ale czułam, że się polubimy. Po kilku kolejnych wizjach wiedziałam, że może sprawić kłopot. Ale zlekceważyłam to. Przecież nigdy każda moja wizja się nie spełniła. Zrelaksowana zaproponowałam Rosalie i Kath zakupy, na które obie się zgodziły. Miałyśmy już wychodzić, ale przed moimi oczami pojawiła się ciemnowłosa wampirzyca. Po chwili rozpoznałam, że to Maggie. Wampirzyca jechała samochodem do naszego domu. Gdy wizja skończyła się oznajmiłam dziewczynom, że za niedługo przybędzie tu Maggie. Wspólnie uznałyśmy, że przełożymy zakupy. Wróciłyśmy do salonu i razem z resztą rodziny oczekiwaliśmy przyjazdu nowej wampirzycy. Po 10 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzywszy drzwi zobaczyłam dziewczynę o dużych niebieskich oczach, jeansach, koszulce i trampkach. Zdziwił mnie kolor oczu nowoprzybyłej. W moich wizjach jej oczy były czerwone, nie błękitne.
-Witaj, Ty zapewne jesteś Maggie? – Uprzejmie zapytał Carlisle.
-Tak, to ja. – Odrzekła ze spokojem Maggie.
-Wejdź- Mój ojciec zaprosiwszy wampirzyce do domu skierował się do salonu.


*oczami Maggie Blackwell*
Weszłam do domu Cullenów i skierowałam się do salonu. Ujrzawszy Katherine Wampirzym tempem podbiegłam do niej i przytuliłam dawno niewidzianą przyjaciółkę.
-Cieszę się, że przyjechałaś. Tęskniłam.- Wyszeptała Kath.
-Ja również tęskniłam –odszepnęłam. Mocniej wtuliłam się w wampirzycę.
Po dłuższej chwili oderwałam się od przyjaciółki i przyjrzałam się Cullenom. Na śnieżnobiałej kanapie siedziała blond włosa wampirzyca o lekko znudzonym spojrzeniu. Obok niej siedziała dziewczyna, która wyglądem przypominała chochlika. Za rękę trzymał ją wampir, którego ciało pokryte było niezliczoną ilością blizn. Na końcu kanapy siedział złotowłosy wampir i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Na przeciwko nich, na drugiej kanapie, siedział muskularny mężczyzna o rozbawionym spojrzeniu, wampir, który wcześniej przywitał mnie i kobieta z dobrocią wypisaną na twarzy. W otoczenie wślizgnęła się krepująca cisza, którą przerwał głos wampirzycy-chochlika.
-Jestem Alice- przedstawiała się.
-Maggie –Odrzekłam głośno wymawiając swe imię.
-Na kanapie obok mnie siedzą Rosalie, Jasper i Edward. Drugą kanapę zajmują Emment, Carlisle i Esme. – Zaczęła wymieniać Alice.
-Miło mi Was poznać – powiedziałam, uśmiechając się.
-Nam również – odparł Carlisle. –Maggie w naszym domu panuje jedna reguła i proszę abyś Ty również zaczęła jej przestrzegać. – Zaczął wampir.
-Rozumiem. O co chodzi?
-Odżywiamy się krwią zwierzęcą i zrozumiemy, jeśli Ty wolisz pić ludzką. Ale chciałbym żebyś polowała daleko od Forks. Lubimy to miejsce i chcemy tu trochę zostać, dobrze?
-Dostosuję się – odparłam zgodnie z prawdą.
-Cieszę się.
-Chcesz zobaczyć swój pokój? – Zapytała Esme.
-Tak, z chęcią.
Alice i Esme zaprowadziły mnie do ogromnego pokoju z wielkim łóżkiem i widokiem na las.
-Podoba Ci się ? – Zapytał chochlik.
-Tak.
-Zostawimy Cię teraz samą abyś odpoczęła.
Wampirzyce opuściły pokój, dając mi chwilę wytchnienia. Zmęczona położyłam się na łóżku. Cullenowie nie wydają się być złą rodziną. Są mili i przyjaźni. Czuję, że dobrze postąpiłam zgadzając się na przyjazd tutaj. Postanowiłam zostać w pokoju rozpakować się i odpocząć.  Następnego dnia, tuż po wschodzie słońca ubrana w miętową sukienkę i baleriny zeszłam do salonu, w którym zostałam Edwarda grającego na pianinie.
-Witaj Maggie – powiedział wampir, przerywając grę.
- Witaj. –Odpowiedziałam spoglądając na okno. –Podoba mi się jak grasz.
Edward w odpowiedzi uśmiechnął się i wrócił do gry. Jego palce zwinnie sunęły po klawiszach pianina. Mogłabym słuchać muzyki granej przed Niego godzinami i nigdy nie miałabym dosyć.  Po chwili Edward skończywszy grę, podszedł do mnie. Wyszeptał:
-Chcesz wyjść na spacer?
-Tak.
Wraz z Edwardem wyszliśmy na obiecany spacer. Długo rozmawialiśmy i okazało się, że Edward to moja bratnia dusza. Wiele nas łączy i nic nie dzieli.
-Maggie czy piłaś kiedykolwiek krew zwierząt? – Zapytał Edward.
-Nie od przemiany pożywiam się ludzką krwią – Wyjaśniłam.
-Może to zabrzmi dziwnie, ale chciałbym abyś skosztowała tego specyfiku.
-Dobrze, Edwardzie.
-Proponuję krew pumy, która smakiem najbardziej przypomina krew ludzką. – Powiedziawszy to Edward, wampirzym tempem pobiegł w nieznanym mi kierunku. Kierując się instynktem, pobiegłam za wampirem. Nie wiedziałam czy to Dobry pomysł abym próbowała zwierzęcej krwi, ale bardzo zapragnęłam jej posmakować. Nagle Edward zatrzymał się. Niedaleko nas wolnym truchtem biegła puma, szukając ofiary. Ironią, nie wiedziała, że sama zaraz stanie się pożywieniem. W mgnieniu oka znalazłam się obok bezbronnego zwierzęcia. Niczego niespodziewająca się puma nagle znieruchomiała. Wiedziała, co się zaraz stanie i nie mogła nic z tym zrobić.  Szybkim ruchem wgryzłam się w pulsującą szyję zwierzęcia.  W moich ustach pojawił się smak świeżej krwi. Rozkoszowałam się tym smakiem.  Łapczywie pozbawiałam krwi moje pożywienie.  Puma zawzięcie próbowała się uwolnić, ale nie udało jej się to. Szarpając się traciła swoje życiowe siły i po krótkim czasie poddała się.  Wiedziała, że nic jej nie pomoże i czeka ją śmierć. Poczuwszy nieruchome ciało pumy odsunęłam się od niej. Nie żyła. Edward patrzył na to zdarzenie z zaciekawieniem, ale teraz podszedł do mnie i pocałował. Ochoczo odwzajemniałam pocałunek. Czułam się wspaniale w ramionach Edwarda.  Moje szczęście przerwała ciemność, która nadchodziła z każdej strony. Przerażona próbowałam się uwolnić i ruszyć, ale z żadnym skutkiem. Poddałam się ciemności.









czwartek, 15 sierpnia 2013

001. Rozdział 1 - Zmiany

Ludzie tęsknią za całkowitą odmianą, a jednocześnie pragną, by wszystko pozostało takie jak dawniej. ~ Paulo Coelho

      Czuję się okropnie. Jakbym znowu była człowiekiem.  Strasznie boli mnie głowa i zaraz zwymiotuję. Od rana leże w łóżku i piję krew z woreczka, dzięki której mój stan poprawia się. Odkąd jestem wampirem tylko raz ugryzłam człowieka.  To było nieprzyjemne uczucie.  Czułam wszystkie emocje ofiary, które jakby przelewały się wraz z jego krwią do mojego organizmu. Ból, strach, przerażenie. Od tej pory Aro sprowadza dla mniej krew ze szpitali. Ale powiedział, że to tymczasowe rozwiązanie. Muszę się nauczyć pić świeżą krew, prosto z człowieka. Ale… ja nie potrafię.  Mój ojciec, Aro jest wściekły, że jego córka nie chce pić „prawdziwej” krwi. Szuka sposobu bym bez skutków ubocznych mogła ją pić. Skończywszy worek postanowiłam wyjść na spacer. Moja energia wróciła i choroba chwilowo znikła, dzięki krwi. Wolnym krokiem opuściłam moją komnatę i skierowałam się w stronę ogrodu. Był piękny słoneczny dzień i bez mojego pierścienia nigdy nie zdecydowałabym się opuścić zamku. Jako wampirzyca wychodząc na promienie słoneczne skazałabym się na oparzenia, które leczyłabym tygodniami.  Inne wampiry, które decydują się na spotkanie ze słońcem giną. Słońce powoduje, że się palą. Ja nie zginę, ponieważ jestem hybrydą. Pół czarownicą-pół wampirem.  Dzięki mojej wyjątkowości zabić mnie może jedynie urwanie głowy lub wbicie drewnianego kołka w serce. Odziedziczyłam najlepsze cechy z obu gatunków. Umiem czarować, ale nie nigdy nie zatracę się w tym jak czarownice czy wiedźmy. Jestem silna, szybka i mam wyostrzone zmysły tak jak wampiry. Piję krew, ale mogę jeść ludzkie jedzenie.  Można powiedzieć, że jestem szczęściarą. Ale są momenty takie jak dzisiaj, gdy moje samopoczucie jest zaburzone.  Ból głowy, wymiotowanie i senność to tylko niektóre objawy mojej choroby. Aro przemieniając mnie w wampira myślał, że moja choroba zniknie. Ale tak się nie stało. Jest jeszcze gorzej, a zwalcza to tylko krew, którą staram się pić jak najczęściej. Spojrzałam w błękitne niebo, po którym leniwie płynęły chmury o niezwykłych kształtach.  Po krótkiej chwili postanowiłam wrócić do Zamku i zobaczyć się z moim ojcem.  Aro jak zwykle siedział na swoim tronie z laptopem na kolanach.  Wampirzym tempem zbliżyłam się do Niego i usiadłam na moim tronie.  Pierwotny wampir odłożył laptopa i popatrzył na mnie swoimi czerwonymi oczami, które utrzymywał dzięki piciu ludzkiej krwi.
-Witaj Maggie. – Przemówił po chwili ciszy.
-Witaj Ojcze.
-Cieszę się, że tu przyszłaś. Mam do Ciebie pewną prośbę związaną z Katherine.
Usłyszawszy imię mojej najlepszej przyjaciółki uśmiechnęłam się. Aro kilka miesięcy temu wysłał ją do Forks, aby przyjrzała się pewnej grupie wampirów.  Od tamtej pory nie miałam kontaktu z przyjaciółką i miałam nadzieję, że w końcu wróci. Tęskniłam za nią.
- O co chodzi?
- Myślę, że nastąpiła pora, aby ktoś odwiedził Katherine. Wiem, że jesteście przyjaciółkami, dlatego postanowiłem abyś Ty pojechała do Forks. O ile się zgodzisz, oczywiście.
- Zgadzam się – odparłam bez zastanowienia.
- Cieszę się. Spencer załatwi wszystkie sprawy z Twoim wyjazdem.
- Zrozumiałam.
Wstałam z tronu i skierowałam się do komnaty sekretarki mojego ojca, Spencer. Zapukawszy do drzwi, weszłam. Spencer siedziała przy biurku i rozmawiała przez telefon. Widząc mnie wyszeptała kilka słów po rosyjsku i rozłączyła się.
- Maggie, przyszłaś po dokumenty związane z wyjazdem do Forks? – Zapytała. Spencer nigdy nie owijała w bawełnę i mówiła do rzeczy.
-Tak.
Gdy usłyszała potwierdzenie wzięła do ręki wielką kopertę i podała mi ją.
- Wszystkie szczegóły znajdziesz w tej kopercie.
- Dobrze. – Odpowiedziałam i wyszłam. Postanowiłam wrócić do mojej komnaty i zapoznać się z kopertą.  Weszłam do mojego pokoju i usiadłam na łóżku. Delikatnie otworzyłam kopertę. Były w niej bilety na jutrzejszy lot, wskazówki jak dojechać do domu wampirów, u których mieszkała Kath i kluczyki do auta, które znajdę na lotnisku w Phoenix.  Przejrzawszy dokumenty postanowiłam się spakować. Wyjęłam walizki z szafy i skierowałam się do garderoby, którą sama urządziłam.  Pakowanie zajęło mi kilka godzin i po położeniu walizek niedaleko drzwi, postanowiłam odpocząć.
Położywszy się na łóżku, włączyłam laptopa.  Weszłam na pocztę i odczytałam wiadomości. Jedna była od mojej przyjaciółki, która mieszkała w Port Angeles. Będąc jeszcze człowiekiem mieszkałam razem z nią, ale po śmierci mojej matki, zamieszkałam, w Volterze. Moja współlokatorka, Carmen jest człowiekiem, dlatego nie widziała mnie po przemianie. Nie zmieniłam się zbytnio, ale wolałam nie ryzykować. Z przemyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Dałam zgodę na wejście i w drzwiach ukazał się mój chłopak, Alec. Uśmiechnął się do mnie i podszedł do mnie. Namiętnie mnie pocałował.
- Witaj kochanie – mruknął, ponownie zatapiając się w moich ustach.
-Cześć Alec – powiedziałam i odsunęłam się od niego.
- Słyszałem, że wyjeżdżasz. To prawda?
-Tak.  Jutro mam samolot do Forks.
-Długo Ciebie nie będzie? – Wyszeptał.
-Nie wiem. To wszystko zależy od Ara. Postaram się szybko wrócić.
- Wiedziałaś, że wampiry, do których jedziesz to wampiry, które piją krew zwierząt? – Zapytał, zmieniając temat.
-Nie. Jak to możliwe, że piją krew zwierząt? Opowiedz mi o nich – poprosiłam.
- Cullenowie piją krew zwierząt, ponieważ nie chcą krzywdzić ludzi. Jak wiesz, gdy wampir odżywia się krwią ludzką ma czerwony kolor oczu.  A oni mają oczy koloru złotego.  Cullenowie to siedmioosobowa rodzina. Carlisle głowa rodziny i stwórca Edwarda, Esme, Rosalie i Emmenta. Jego partnerką jest Esme.  Ani Carlisle ani Esme nie mają żadnych darów, podobnie jak Emment i Rosalie. Rosalie i Emment są parą. Jest jeszcze Alice, która widzi przyszłość i jej partner Jasper, który potrafi manipulować emocjami.  Ostatnim członkiem rodziny jest Edward, potrafiący czytać w myślach. Edward nie ma partnerki, ale wiele wampirzyc stara się o jego względy. Carlisle pracuje w szpitalu, Esme odnawia stare budynki i domy, a pozostali chodzą do liceum. – Opowiedział Alec.
- Wampir pracujący w szpitalu? Przecież tam jest pełno krwi. Jak udaje mu się kontrolować?
- O to musisz sama zapytać Carlislea. – Alec uśmiechnął się do mnie. – Jestem głodny. Idę się pożywić – Spojrzawszy na mnie ostatni raz Alec wyszedł z pokoju.
Cullenowie to dziwna rodzina. Jak można pić zwierzęcą krew? Przecież Aro powiedział, że ta krew nie daje siły, a wręcz przeciwnie stajemy się słabsi. Zaintrygowało mnie to, że niektórzy z nich posiadają dary. Rzadko zdarza się by wampir posiadał specjalne zdolności. W zamku mieszka tylko kilka osób z niezwykłymi umiejętnościami. Aro, który dotykając wie o każdej myśli, którą kiedykolwiek pomyślałeś, Jane, która potrafi sprawić niewyobrażalny ból, Spencer z umiejętnością zrywania więzi międzyludzkich, Alec i jego dar, a raczej magiczna mgła, która sprawia, że nic nie czujemy. Jest też straż z specjalnymi umiejętnościami, ale oni nie chcą pokazać, co potrafią. Jestem też Ja, która jako hybryda ma kilka zdolności. Na razie ukazała się jedna – posiadam tarczę, która może chronić mnie i moje myśli przed zdolnościami innych. Oprócz tego, jako, że cząstka mnie jest czarownicą potrafię czarować.  Znam wiele zaklęć i potrafię przyrządzić wiele mikstur. Spojrzawszy przez okno na zachodzące słońce postanowiłam ostatni raz pożywić się przed jutrzejszym wyjazdem. 

środa, 14 sierpnia 2013

000. Prolog



                        Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy nad niebem.

Koh3,1-8

Czym jest miłość? To stan, w którym możemy cały czas myśleć o ukochanym i nigdy nie mamy dość? Czy gdy jesteśmy zakochani, zrobimy wszystko dla drugiej osoby?  Chcemy sprawić by była szczęśliwa, mimo wszystko?  Każdy ma swoją definicję miłości. Każdy. Przejdźmy dalej. Gdy jesteśmy zakochani, jesteśmy szczęśliwi.  Co to znaczy być szczęśliwym? Co sprawia, że tak się czujemy? Błahostki takie jak dostanie dobrej oceny w szkole? A może bycie szczęśliwym to przywilej, którego trudno doznać? Rzecz niemożliwa, trudno dostępna. Ale czekamy na właściwy moment. Moment, w którym będziemy szczęśliwi. Myślę, że takich ludzi przepełnia nadzieja. Samo to słowo jest takie… pocieszające. Dodaje otuchy. Mamy nadzieję, że kiedyś coś się stanie. Że uśmiechnie się do nas los. Że spełnią się nasze najskrytsze marzenia. Ale… czy dobrze jest mieć nadzieję? Bądźmy realistami. Powinniśmy żyć tym, co jest, a nie tym, „co by było gdyby”.  Bo w życiu przychodzi taki moment, w którym uświadamiamy sobie, że nie warto mieć nadziei.  Jesteśmy wtedy smutni i czujemy ból.  Dwie „ nielubiane” emocje. Czujemy je wtedy, gdy ktoś nas zrani, rozczaruje czy skrzywdzi.  Gdy zależy nam na kimś a ta osoba nas zawiedzie.  Wtedy nasze myśli nakierowane są negatywnie.  Przez naszą głowę przelatuje setka głupich pomysłów. Narzekamy.  Staramy się cały nasz ból skierować na jedną osobę, która naszym zdaniem jest wina całemu nieszczęściu, które nasz spotkało. Ale czy warto? Zagłębiając się w tych myślach nie sprawimy by było lepiej. Wręcz przeciwnie. Będzie gorzej. Ogarnie nas poczucie bezsilności. Strach o to, że nasze życie nigdy się nie ułoży. Uważamy, że wszystko jest bezsensu. Że jesteśmy beznadziejni. Wpadamy w depresje. Uważamy, że nic nam już nie pomoże. Inni uważają podobnie. Odwracają się od nas. Ale… pośród ludzi znajdzie się osoba, która zobaczy w nas dobro. I będzie chciała o nas walczyć.  Poświęci swój czas, by nas zrozumieć.  Sprawi, że znowu będziemy chcieli żyć.  Bo życie to jedna wielka plątanina emocji. Krąg. A gdy postanowimy go przerwać nie ma już nic.